Kolos z Nieporętu – Rozmowa z Wojciechem Brańskim, laureatem Nagrody Specjalnej Kolosów* za rok 2025

Wieści Nieporęckie: Gratulujemy nagrody przyznanej Panu jako ostatniemu żyjącemu uczestnikowi wielkich przełomowych wypraw organizowanych przez Polski Klub Górski. Czym dla Pana jest ta nagroda?

Wojciech Brański: Mottem do  tych dokonań mógłby być cytat z Jana Kochanowskiego: „I wdarłem się na skałę pięknej Kalijopy, gdzie dotychczas nie było śladu polskiej stopy”. Dla mnie, to przede wszystkim uhonorowanie wysiłku naszych wypraw, które w latach 70. zakończyły się zdobyciem dziewiczych szczytów w Himalajach: Kangbaczen (7903 m) w 1974 oraz Kanczendzongi Środkowej (8482 m) i Południowej (8476 m) w 1978 r. Tych rekordów nikt już nie pobije. Ta statuetka To także uhonorowanie nieżyjących już członków ekipy i kierownika tych wypraw, Piotra Młoteckiego.

WN: Kapituła nazwała Pana łącznikiem między alpinizmem współczesnym, a czasami pionierskimi. Kiedy Pan zaczynał swoją przygodę z górami?

Wojciech Brański: Moja miłość do gór zaczęła się chyba w pociągu jadącym do Zakopanego, wtedy jeszcze parowym, kiedy wychylony z okna zobaczyłem Tatry.  Myślę, że to był ten moment, a potem już pierwszy pobyt w górach dodał chęci do tego, by nie tylko je oglądać, ale i po nich chodzić.

WN: Ile miał Pan wtedy lat?

WB: To było w siódmej klasie, więc mogłem mieć około 14 lat.

WN: Potem został Pan himalaistą i sięgnął po najwyższe szczyty. Która z wypraw zapadła Panu w pamięci?

Na pewno pierwsza wyprawa w Wysokie Himalaje w 1974 r. i od razu na szczyt przez nikogo jeszcze niezdobyty, liczący prawie 8 tys. metrów Knagbaczen. Ale przed Himalajami były Tatry, potem pierwsze góry lodowe, wyprawy na Kaukaz, wejście na Elbrus i  na siedmiotysięczne szczyty Pamiru. Po zdobyciu najwyższego szczytu Pamiru – Rosjanie mówili na niego Pik Komunizma, zamarzyły nam się Wysokie  Himalaje. Ponieważ w tej części najwyższych gór nigdy nie było Polaków, było to dla całej naszej ekipy trudne logistycznie przedsięwzięcie. Musieliśmy wszystko sami opracować i zorganizować. Już samo przygotowanie do wyprawy, transport wielu ton sprzętu i ludzi do Nepalu to ciekawa opowieść. Część ekipy pojechała wypożyczonymi z fabryki Fiata samochodami osobowymi – Fiatami 125 p! Ja, razem z kierownikiem wyprawy, jako znający dobrze język angielski, poleciałem samolotem, by na miejscu załatwiać sprawy formalne m.in. w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Część sprzętu i ludzi miała dotrzeć statkiem handlowym, ale w trakcie rejsu statek musiał  zmienić kurs i z tego powodu nasza wyprawa została znacznie opóźniona. Istniało niebezpieczeństwo, że w ogóle nie dojdzie do skutku. Na szczęście wszystko się udało i 26 maja 1974 roku zdobyliśmy dziewiczy Kangbaczen. To dało nam od razu bezwzględny rekord wysokości wejścia na szczyt, na którym stanął pierwszy Polak. 

WN:  A kiedy zdobył Pan swój ostatni szczyt? Czy planuje Pan kolejne?

WB: Tu Panią zaskoczę. Jesienią 2025 roku, kiedy byłem w sanatorium w Busku-Zdroju, postanowiłem zobaczyć Góry Świętokrzyskie i nabrałem apetytu, by wejść na Łysicę. Więc ostatnim moim szczytem jest najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich. A zrobiłem to żeby wypróbować moją nogę, bo mam protezę kolanową i do tej pory nie nadwyrężałem jej bojąc się, że coś zrobię nie tak. Ale wszystko się udało. Na szczycie jest zachęta dla turystów żeby kontynuować zdobywanie Korony Gór Polskich. Teraz muszę więc znaleźć kolejny szczyt. (śmiech)

WN: To trzymamy kciuki, żeby się  udało! Mieszkał Pan w wielu ciekawych miejscach, w tym tak egzotycznym, jak Idah nad Nigrem. Czemu więc wybrał Pan Nieporęt, w którym mieszka już od ponad 30 lat?

WB: Zanim odpowiem na to pytanie muszę wyjaśnić skąd w ogóle znalazłem się w Afryce. To był rok 1980. Moje córki dorastały i musiałem myśleć o zabezpieczeniu ich przyszłości. W tym czasie do Nigerii, na terenie której odkryto złoża ropy naftowej, zaczęły płynąć ogromne pieniądze. Władze tego kraju miały ambicje żeby kształcić ludzi, ale potrzebowały wykładowców. Ponieważ dość dobrze znałem angielski i pracowałem jako naukowiec, napisałem do kilku uczelni i dostałem zaproszenie. Rzuciłem wszystko i prawie na 6 lat znalazłem się w zachodniej Afryce. Do Polski wróciłem w 1986 roku. Marzyła mi się wyprowadzka w góry. Kiedy moja córka dowiedziała się, że chcę się wyprowadzić z Warszawy zaczęła się rozglądać i znalazła dom w stanie surowym, który można było tanio kupić w Nieporęcie. O mojej przeprowadzce zdecydowały więc względy rodzinne.

WN:  Pana ulubione miejsca w naszej gminie to…

WB: Najbardziej atrakcyjnym miejscem dla mnie jest  Zalew Zegrzyński. A nad zalewem chyba Dzika Plaża. Bardzo często z sąsiadem na rowerach jeździliśmy się tam kąpać. Dla mnie zalew najbardziej atrakcyjny jest jednak zimą. Muszę się przyznać, że organizowałem nawet klubowe przyjazdy i wędrówki po zamarzniętym zalewie. Zdarzało mi się jeździć po nim także rowerem. Oczywiście zawsze przed taką wyprawą sprawdzałem grubość lodu. Ostatnio taki spacer zrobiłem 25 stycznia, dokładnie w dniu Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

WN: A próbował Pan kiedyś morsowania?

WB: Morsowania nie, ale codziennie biorę zimny prysznic.

WN: A żeglarstwo Pana nigdy nie pociągało?

WB: No nie. Jestem jednak człowiekiem gór. Mój wnuk ćwiczył tu w latach szkolnych żeglarstwo, ale przerzucił się na motocykle.

WN: W nieporęckiej bibliotece można znaleźć Pana książki. Jest „Test Góry” w którym rozważa Pan trudne dylematy pojawiąjące się w sytuacjach skrajnych podczas wspinaczki. Ale jest też bardzo osobista opowieść „Jędrek ’44” o Pańskim bracie. Kosztowała Pana dużo pracy, ale chyba też niezwykłych emocji?

WB: Jeśli chodzi o pisanie, chyba zawsze miałem do niego skłonność, pomimo problemów z ortografią, bo zawsze robiłem straszliwe błędy. (śmiech) Pierwszą pisarską próbę podjąłem na granicy dzieciństwa i młodości. Miała to być powieść o przyszłości, która  nie sięgała jednak poza rok 1990. A jaki mamy dzisiaj?! Jednak tak na poważnie, pisaniem zająłem się dopiero gdy zacząłem przechodzić na emeryturę, nie licząc prac naukowych czy tłumaczeń, które były dla mnie bardzo ważne, bo dzięki temu mogłem lepiej opanować język angielski. A moja książka „Elektryczność i magnetyzm” wydana przez PWN miała aż 4 wydania.  Jeśli chodzi o tematykę górską, moja pierwsza książka „Do Himalajów wiecznych śniegów skarbnicy” ukazała się  w 1981 – i opisywała  wyprawę na Kangbaczen. To tylko w połowie opowieść o górach, reszta traktuje o Nepalu, jego kulturze i bogach. Wiele osób traktowało ją jako przewodnik po Nepalu. Potem były prace zbiorowe, których byłem współautorem. Tak się przyjęło w himalaizmie, że każdy z członków wyprawy coś pisze i z tego powstaje jedna książka.

Natomiast z książką o moim o siedem lat starszym bracie Andrzeju było tak, że bardzo ubodło mnie kiedy przeglądając Encyklopedię Powstania Warszawskiego nie znalazłem jego nazwiska. Wiedziałem, że walczył w Powstaniu i był ranny, potem zgłosił się do II korpusu Andersa we Włoszech i w końcu trafił do Anglii. Wrócił potem do Polski, ale o swoich losach powstańczych nie chciał mówić, a umarł mając 50 lat. Zacząłem więc szukać. A im bardziej zagłębiałem się w sprawy Powstania, tym mocniej rósł we mnie problem liczonych w setki tysięcy strat ludzkich, które Powstanie przyniosło. I narastały pytania o odpowiedzialność. Zacząłem domagać się jakiejś sprawiedliwej oceny tego wszystkiego. Bo takie Powstanie może się jeszcze kiedyś wydarzyć. Ta książka kosztowała mnie dużo emocji. Nawet teraz, gdy o tym mówię, czuję pewne wzburzenie. Ale mam również satysfakcję. Na platformie „Lubimy czytać” moja książka znalazła się na 5. miejscu wśród 7 pozycji o Powstaniu Warszawskim, po które warto sięgnąć. Generalnie w pisaniu interesuje mnie możliwość wypowiedzenia się na temat jakiejś problematyki. I w „Jędrku 44” i w „Teście góry”  przede wszystkim pojawia się problem wyborów etycznych. Wielu wybitnych himalaistów mówi wprost, że w górach, na pewnej wysokości, należy martwić się wyłącznie o siebie. Jako wspinacz się z tym nie zgadzam. Moja teza jest taka, że etyka jednak obowiązuje na każdej wysokości i zawsze. Dlatego właśnie w „Teście góry” zebrałem opisy wielu akcji ratunkowych, w których chciałem pokazać akty takiego niesamowitego poświęcenia innych wspinaczy dla ratowania jednego z nich.

WN: Na koniec: która z życiowych ról – naukowca fizyka, alpinisty, pisarza – dała Panu najwięcej satysfakcji?

WB: Trudno na to odpowiedzieć. Jest coś takiego jak ‘wszystkoizm’. To wada, kiedy człowiek interesuje się zbyt wieloma rzeczami. Ja w swoim życiu miałem okresy kiedy najbardziej interesowało mnie wspinanie. Potem absorbowało mnie życie rodzinne; muszę wyznać, że nie byłem przygotowany na rolę ojca, a zostałem nim dość wcześnie. Potem była praca naukowa, po doktoracie wyjechałem nawet na rok do Danii, gdzie miałem niesamowicie trudne i skomplikowane zadanie do wykonania – przeprowadzić nowatorski eksperyment i zbudować do tego aparaturę. Było to dla mnie dość stresujące, ale i ekscytujące zarazem. W latach 80. był wyjazd do Afryki, potem znów budowa domu w Nieporęcie. Dopiero po przejściu na emeryturę zająłem się pisaniem. Kiedy więc moi koledzy święcili triumfy w himalaizmie, ja zajmowałem się już czymś innym, ale może mnie to ocaliło? We wszystkim trzeba znać umiar. W podejmowaniu wyzwań też.

Dziękuję za rozmowę.

*Kolosy to nazwa pierwszych polskich nagród za dokonania eksploracyjne przyznawanych corocznie począwszy od marca 2000 roku. Pierwsza edycja nagród odbyła się w podziemiach Kopalnii Soli „Wieliczka”. Kolosy wymyślił i do dzisiaj ten projekt prowadzi Janusz Janowski. Od strony formalnej organizatorem projektu: KOLOSY NAGRODY ZA DOKONANIA ROKU: PODRÓŻE. ŻEGLARSTWO, ALPINIZM, EKSPLORACJA® jest agencja MART.

Wojciech T. Brański (ur. 17 lipca 1935 w Warszawie) doktor fizyki, pisarz, himalaista, wieloletni działacz Polskiego Klubu Górskiego, od ponad sześciu dekad aktywny w górach. Wspinać zaczął w końcu lat 50., a już w latach 60. dokonał przejść dróg tatrzańskich należących do najtrudniejszych, m.in. „wariantu R” na Mnichu, „Orłówskiego” na Galerii Gankowej i „Hokejki” na Łomnicy. W kolejnych latach działał w Kaukazie, m.in. przechodząc drogę „przez Łopatę” na Szcheldy Tau oraz trawersując oba wierzchołki Elbrusa. Jako członek oraz późniejszy prezes Polskiego Klubu Górskiego (2003–2009) uczestniczył i współorganizował liczne wyprawy wysokogórskie, zdobywając dziewicze czterotysięczniki w Ałtaju Mongolskim oraz trzy siedmiotysięczniki w Pamirze (jedno pierwsze i jedno drugie polskie wejście).

Jedne z najważniejszych osiągnięć odniósł w Himalajach jako uczestnik wypraw PKG, który od początku swojej działalności w latach 50. kierował się na na alpinizm eksploracyjny, odkrywczy. W 1974 roku brał udział w pierwszym wejściu na prawie ośmiotysięczny Kangbaczen (7903 m), co otworzyło polskiemu himalaizmowi drogę do ambitniejszych projektów w Himalajach Nepalu. Kulminacją tych działań była ekspedycja z 1978 roku, która przeszła do historii światowego himalaizmu. Podczas wyprawy członkowie PKG dokonali pierwszych wejść na dwa dziewicze wierzchołki masywu Kangczendzongi: Południowy (19 maja) oraz Kangczendzongę Środkową (22 maja). Wojciech Brański uczestniczył w zespole, który zdobył ten drugi, 8482 metrowy szczyt – wejście to było wydarzeniem przełomowym, znacząco podnosząc prestiż polskich osiągnięć wysokogórskich tamtych czasów i ustanawiających nieprzemijający, absolutny polski rekord wejść na najwyższe dziewicze szczyty górskie. Brański wyróżniał się inicjatywą, pracowitością i wyjątkowym koleżeństwem.

Brał udział w dwóch niezwykle trudnych akcjach ratunkowych powyżej 7000 m, które zakończyły się uratowaniem chorych uczestników i bezpiecznym sprowadzeniem ich do bazy. Doświadczenia i refleksje zawarł w książkach: Kangbachen zdobyty (współautor), Dwie Kangczendzongi (współautor), Do Himalajów wiecznych śniegów skarbnicy i W górach. Wspomnienia z wypraw i wędrówek w górach świata (redakcja i współautorstwo) oraz Test Góry. Partnerstwo na szczytach.

Uhonorowany Brązowym Krzyżem Zasługi oraz dwukrotnie złotym medalem „Za wybitne osiągnięcia sportowe”. Jest członkiem honorowym Klubu Wysokogórskiego Warszawa, Polskiego Związku Alpinizmu oraz Polskiego Klubu Górskiego. W środowisku alpinistycznym uznawany jest za jednego z najbardziej doświadczonych i zasłużonych polskich himalaistów swojego pokolenia.

Wojciech T. Brański podczas 28. OSPŻiA (22 marca 2026)  odbierze Nagrodę Specjalną Kolosów.

Informacje o Panu Wojciechu pochodzą ze strony https://kolosy.pl/

Zdjęcie po lewej: Piątka szczytowa z Kangbaczenu (7903 m). Siedzą: Malatyński, Brański, Młotecki, Kłaput; stoją: Olech z aparatem, Rubinowski. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów prywatnych Wojciecha Brańskiego.

Zdjęcie po prawej – Pan Wojciech Brański i jego fotograficzny portret z czasów zdobywania dziewiczych szczytów w Himalajach

Szczyty zdobyte przez Wojciecha Brańskiego

Przejażdżka rowerem po zamarzniętym Jeziorze Zegrzyńskim, archiwum prywatne Wojciecha Brańskiego.